GTAReview.com

   FAQ
   Szukaj
   Zaloguj
Teraz jest 21 września 2026, 08:52

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Do U Still Remember?
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 22:12 
Offline
Nameless Guy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 30 kwietnia 2005, 22:15
Posty: 820
Temat zakladam zeby kazdy chetny mogl zaproponowac jakas fajna, starsza gierke ktora warto przypomniec sobie w wakacje. Prosze adminow o to, by wywalali posty typu: "GTA 3 to fajna gra". Tu chodzi o to by przedstawic gre. Wiec ja zaczynam.


_____________________________________________________________
MAFIA
Illusion Softworks 2002

Mafia, gra powstala w 2002r byla wtedy glownym konkurentem GTA III. Przedstawia ona jednak zupelnie inne podejscie do linni fabularnej ograniczajac swobode gracza na rzecz filmowego charakeru fabuly. Ponadto akcja dzieje sie w latach 30 nawiazujac tym do slawnej trylogii "The Godfather". Opowiada histrie Thomasa Angelo (moj imiennik- joł :D)
ktory przez zwykly zbieg okolicznosci wstepuje do "rodziny". Graficznie gra prezentuje sie nawet dzis okazale, aczkolwiek trzeba byc wyrozumialym dla juz 3- letniej gry. Nie uswiadczymy tu bajerow w stylu BumpMappingu, miekkich cieni, czy chocby rag-doll.
Muzyka i dzwiek prezentuja wysoki poziom. Wszystko brzmi tak jak powinno a przygrywajace nam kawalki z lat 30 zmieniaja sie w zaleznosci od czesci miasta w ktorej jestesmy. Maja tylko jedna wade- jest ich za malo wiec szybko sie nudza. Cala rozgrywka zostala zrealizowana w konwencji TPP tj. chociazby MaxPayne. Misje sa z reguly podzielone na dwie czesci-jezdzona w ktorej musimy gdziesz dojecac i chodzona w ktorej musimy z reguly sie z kims rozprawic. Mafia jest gra na tyle "dojrzala", ze powstalo do niej kilka dosc duzych modow oraz mnostwo modeli pojazdow ktore podmienia sie duzo latwiej niz w GTA. Ogolnie rzecz biorac swietna pozycja na wakacje, przechodze ja juz 5 raz, wiec jesli macie problemy piszcie na gg ;)

SCREENY
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek

Gratis taptka ;) (made by myself 8))
Obrazek

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 22:24 
Offline
El Burro
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 czerwca 2005, 22:33
Posty: 137
Lokalizacja: Myszków Rulez :P
Blood
Monolith 1997

Swego czasu Blood, albo po polsku "Krew", był jednym z najbardziej miodnych i krwawych fpp shooterów. Dawka przemocy i grywalności jaką zawierała produkcja Monolith, przyciągała na długie wieczory rzesze zapalonych graczy. W późniejszym czasie na kanwie sukcesu pierwszej części postanowiono wydać Blood 2: The Choosen, oparte na zupełnie nowym silniku graficznym, przy zachowaniu tego samego poziomu brutalności. Jeszcze dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam długą kosę, którą posiadał Caleb w swoim asortymencie, a którym to narzędziem można było niewinnym ludzikom... Ech, zagalopowałem się, miało być o Bloodzie, a nie jego kontynuacji :) Dzisiaj minęło już parę lat od wydania Blooda, powstało wiele równie "krwistych" produkcji, technika zaś mocno skoczyła do przodu. Jak więc na tym tle wygląda kultowa "Krew"?

Obiecywali mu wiele rzeczy. Mówili: "wiara jest kluczem", "wiara wskaże ci drogę", on
im wierzył. Wierzył, bo chciał wierzyć. Lecz wiara ta musiała być potwierdzona. Przez długi czas Caleb służył mrocznemu Tchernobogowi, biorąc udział w przerażających rytuałach, masakrując bezbronne ofiary. Jednakże każda sielanka kiedyś ma swój koniec. Teraz Caleb stał się największym niebezpieczeństwem dla grupki oszalałych wyznawców. Cóż, nie ma innego wyjścia jak ich eksterminować, zaś samego Tchernoboga wysłać do najniższych kręgów gehenny.

Czy można w dzieło Monolith grać jeszcze bez większych problemów? Tak, gra nadal jest bardzo miodna. Hektolitry krwi, krzyki przeciwników, ciekawe bronie, gustownie zaprojektowane etapy - wszystko to daje w efekcie bardzo klimatyczną i mroczną rozrywkę. Jest to swego rodzaju klasyka, do której nie zaszkodzi od czasu do czasu sięgnąć, mimo braków w oprawie wizualnej.

Broń w Bloodzie służy wywołaniu maksymalnej rzeźni, dlatego warto przyjrzeć jej się z bliska. Nasz asortyment to:
- widły - przyrząd używany przez większość chłopów do przenoszenia siana, tutaj znalazł nowe zastosowanie. Dzięki finezyjnym ruchom dłoni naszego bohatera, widły z ogromną precyzją przeszywają przeciwników, rozrywając ich na strzępki. Niestety nadają się tylko na krótkie odległości.
- pistolet na flary - wyrzuca z siebie świecące pociski, które w większej ilości potrafią zapalić wroga. Niestety nie można używać ich w wodzie, poza tym strzelając niezbyt wprawnie, możemy podpalić samych siebie
- shotgun - spisuje się świetnie na krótkich dystansach, ma ogromny rozrzut. Tworzy zgraną parę z ewentualnym shotgunem w drugiej ręce. Jego główną wadą jest dość długi czas przeładowywania.
- karabin maszynowy Thompson - oglądaliście kiedyś filmy o gangsterach z początku XX wieku? Mieli takie fajne karabiny, z okrągłymi magazynkami... Właśnie czymś takim możemy się posługiwać w "Blood". Do gustu przypada duża siła ognia, szybkostrzelność zaś w alternatywnym trybie strzelania - zwiększona liczba wypluwanych naboi.
- dynamit - co tu dużo mówić, klasyka. Zwoje dynamitu są idealne na zwarte grupy wroga. Długość rzutu dynamitem zależy od czasu przytrzymania klawisza strzału. Uważać jednak należy, aby nie trwało to zbyt długo z powodu szybko palącego się lontu. Chyba nikt nie lubi, gdy dynamit wybucha mu w ręku.
- incinerator - mała wyrzutnia napalmu, spełnia role rakietnicy. Zaleca się specjalną ostrożność w małych pomieszczeniach i naprzeciwko ścian. Zaleta to ogromne spustoszenie.
- lalka Voodoo - działa tylko wtedy, gdy mamy kogoś na muszce. Parę nakłuć na wypchanej sianem laleczce owocuje zejściem śmiertelnym danej osoby.
- działko Tesla - razi zuchwalców wysokoenergetycznymi wiązkami energii. Nie polecam używania pod wodą.
- spray - bawiliście się kiedyś zapalniczką i sprayem? Jeśli nie, to tego nie róbcie, jeśli tak, to tutaj również będziecie mogli się tak pobawić. Spray działa jak mały miotacz ognia, podpalanie przeciwników jest bardzo efektowne. Widok biegających żywych pochodni może napawać strachem.
- Life Leech - zabiera energię życiową przeciwnika. Wykwintne, ale mało przydatne w samym środku jatki.
Dodatkowo w Bloodzie do dyspozycji mamy odpalane przez nas bomby oraz ładunki wybuchające w momencie wykrycia ruchu.

Bestiariusz nie należy do jakichś szczególnie wybitnych, ale warto o nim wspomnieć.
W czasie pełnych krwi i znoju walk pozbywać się będziemy m.in.: szczurów, nietoperzy (mało szkodliwe, ale upierdliwe, w sam raz do szybkiej eksterminacji), zombiaków (należy się upewnić, czy zginęły, bo mają skłonność do wstawania), wszelkiej maści panów w habitach (różne typy, z bronią palną), gargoryli (latające demony, trudno się do nich celuje) czy dławiących dłoni (podobne do tych z rodziny Adamsów, tyle że tu bardzo groźne).

Tak jak to bywało w starszych produkcjach, całą zabawę podzielono na cztery niezależne epizody. Każdy z nich zawiera od sześciu do ośmiu poziomów, plus etapy bonusowe, które możemy odkryć. Każdy etap napakowany jest ukrytymi miejscami, pełnymi dodatkowego zdrowia, amunicji czy nowych broni. W Bloodzie zniszczyć możemy większość wyposażenia (szyby, posążki, figurki, zwisające ciała...). Nie jest to Red Faction, w którym rzeźbić mogliśmy w samej masie skalnej, ale w końcu to nie te lata. Levele zostały zaprojektowane dość inteligentnie, choć widok niektórych ich elementów i rozwiązań trąci już myszką. Wszystko za sprawą nie przystającego do naszych czasów engine graficznego, z licznymi ograniczeniami. Jednakże dzięki wspomnianemu smakowi architektonicznemu oraz wielkości - nadal da się na nich grać.

Graficznie to już nie to. Można odpalić Blooda w wysokiej rozdzielczości, ale te wszędobylskie, ogromne, rozpikselowane sprite'y... Fuuu. Oddajmy jednak, iż tekstury są ładne, bardzo fajna jest opcja rozwałki różnych ozdób. Postacie, mimo iż nie trójwymiarowe, zanimowane zostały bardzo dobrze i nadał potrafią nieźle wystraszyć. Do gustu przypada także wygląd broni, w czasie spoczynku oraz strzelania. Za dzieło sztuki uznaję elementy związane z tzw. brutalnością gry. Eksplodujące ciała po zetknięciu z napalmem, leżące głowy, które możemy kopać, strumienie jasnoczerwonej krwi plamiącej ściany i podłogi... Blood był bodaj pierwszą tak mocną i krwawą produkcją. Jatka jaką widzimy na ekranie nadal robi wrażenia i przyciąga do komputera. Potencjał miodności zawarty w Bloodzie jest tylko odrobinę mniejszy niż w momencie jego premiery. Upływający czas zrobił swoje, ale to tak jak z produktem Id Software - po prostu klasyka. Inna bajka to oprawa dźwiękowa. Tylko chwilę zajęło mi ręczne konfigurowanie ustawień karty muzycznej i już mogłem wpaść w otchłań przerażających odgłosów. Dźwięki, używając młodzieżowego slangu, trzymają klimę. Jęki, zawodzenia, ryki, a wszystko to okraszone salwami wystrzałów... Nadal można się nieźle wystraszyć. Co lepsze, Blood posiada wiele smaczków, jak np. mnichów wołających "Maranatha" ("Panie przybądź") czy palących się ludzi z okrzykiem na ustach "There is no place like home". Tworzy to wręcz niesamowity klimat, klimat sieczki i ostrej jazdy.

"Krew" nie ma jakichkolwiek szans w starciu z najnowszymi produkcjami, jeśli spojrzymy tylko na grafę. Jeśli jednak przełamiemy się, potrafi wciągnąć na długi czas i nawet w dzisiejszych czasach dać wiele satysfakcji.

Blood jest to gra w którą bardzo mi się dobrze grało, gra i chyba będzie grać... jest bardzo długa i wciągająca... DUŻO KRWI!!!

POLECAM

_________________
GG:2602831 AQQ:4254299 Skype:f4zi_89


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 22:31 
Offline
Nameless Guy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 30 kwietnia 2005, 22:15
Posty: 820
Jo_0hnny napisał(a):
Kcham mafie ;p

Ty chyba chlopcze nie zrozumiales ... NIE NABIJAJ!
Przeczytaj to co napisalem przed dluga kreska, uwaznie, powoli i ze zrozumieniem... Jesli potrafisz... JESLI...

@Imothep
O cos takiego mi chodzilo, wielkie thx za zrozumienie intencji ;)

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 22:35 
Offline
Luigii Goterelli
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 sierpnia 2005, 23:03
Posty: 180
Lokalizacja: O_o
Max Payne to była jedna z najbardziej oczekiwanych gier ostatnich lat.



Max Payne to gra zręcznościowa, w której wcielamy się w policjanta niesłusznie oskarżonego o morderstwo. Naszym zadaniem jest pomszczenie śmierci przyjaciela i wyrównanie rachunków z przeszłości- 3 lata wcześniej bandyci zabili żonę i dziecko Maksa.

Max Payne jest wzorowym policjantem, dobrym mężem i kochającym ojcem. Wszystko to zmienia się pewnego wieczoru, gdy wracam do domu po pracy. Bałagan na parterze nie wróży nic dobrego. Gdy wbiega po schodach, słyszy krzyk żony. Potem akcja rozgrywa się jak w sennym koszmarze. Okazuje się, że na dom urządzono napad. Gdy ginie jego żona i dziecko, Maks jest kilka metrów od nich. Spóźnił się tylko o parę sekund...

Napad to dzieło 3 narkomanów. Max zabija ich. Okazuje się, że mordowali pod wpływem nowego narkotyku o nazwie valkyr. Ten środek szybko uzależnia i zmienia człowieka w bezmyślnego, żądnego krwi zbrodniarza.

Choć jego życie leży w gruzach, Max się nie poddaje. Otrząsa się z szoku i żąda przeniesienia do DEA( po angielsku: wydział do zwalczania narkotyków). Zostaje policyjna wtyczka w mafii. Przez 3 długie lata walczy o zaufanie tych, którzy odpowiadają za śmierć jego rodziny.


Max Payne jest strzelaniną, w której świat widzimy zza pleców bohatera. Przemierzamy zaułki i ulice Nowego Jorku. Odwiedzamy ponure, słabo oświetlone stacje metra, magazyny i fabryki. Wszędzie natykamy się na narkomanów i zbrodniarzy. Walczymy z nimi, używając kilku typów broni, w tym karabinu snajperskiego i dwóch pistoletów, którymi Max posługuje się z zabójcza precyzją. Gra ma ponury nastrój. Jest noc i przez cały czas pada śnieg.

Widok zza pleców utrudnia nam dokładne celowanie, więc trafienie przeciwnika jest nie lada wyzwaniem. Gdy spotykamy kilku wrogów, akcja zaczyna rozgrywać się zbyt szybko. Często nie wiemy, kto do nas strzela i który z bandytów jest największym zagrożeniem. Autorzy gry to przewidzieli: Korzystamy wtedy z niezwykłego, nowatorskiego rozwiązania. Gdy w trakcie strzelaniny naciskamy odpowiedni klawisz, nasz bohater widowiskowo wybija się w powietrze, a czas... poprostu zwalnia. Przypomina to efekty specjalne, które podziwialiśmy w filmie Matrix. Jednak zamiast tylko siedzieć i zachwycać się akcją, przez cały czas kontrolujemy bohatera i spokojnie likwidujemy przeciwników.

Screens:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 22:43 
Offline
Nameless Guy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 30 marca 2005, 13:48
Posty: 954
To jest bardzo fajna gra.
Grafika, wszystko cool!!

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 23:07 
Offline
Salvatore Leone
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 6 czerwca 2005, 19:43
Posty: 345
Lokalizacja: Warszawa (San Andreas)
...O tym, że robaki szykują się do ostatecznej rozgrywki, wiadomo było w całym ogrodzie od dawna. Gorąca atmosferę podniecały przedostające się do redakcji przecieki o wzmożonych zbrojeniach, oraz sam tytuł kojarzący się z filmową superprodukcją. Niestety kiedy dżdżownice były gotowe już do wojny, a nad całym ogrodem zbierały się ciemne chmury, okazało się, że zapowiadanej burzy nie będzie, a robaki powróciły z powrotem do nawilżonej przez letni deszczyk ziemi...

Niestety, niewątpliwie mocny i wymowny tytuł, mógł świadczyć o nadciągającej rewolucji, ale muszę ostudzić tych wszystkich miłośników robali, którzy się na nią właśnie nastawili. Przyznam szczerze, że sam byłem lekko zszokowany zakresem zmian w nowych Wormsach. Oczywiście szok w negatywnym pojęciu. Gra ta nie jest z pewnością żadnym przełomem - czym więc jest zapytacie ? Odpowiedź zabrzmi jednoznaczna: to udoskonalona do granic możliwości wersja Worms 2, wzbogacona o parę typów nowej broni i kilka trybów rozgrywki. Nie będę się rozpisywał nad grafiką, gdyż została ona prawie nie zmieniona w stosunku do poprzednika. Jedyną innowacją wprowadzoną jest możliwość zwiększania rozdzielczości, co pozwala ogarnąć wzrokiem większy obszar walk. Ma to swoje plusy i minusy. Z pewnością łatwiej jest ostrzeliwać wrogie robale na większe dystanse, z drugiej jednak strony celowanie z Uzi do czegokolwiek przy rozdzielczości 1024 x 768 stanowi nie mały problem. Nieznacznie podrasowano eksplozje, głównie chyba pod względem rozmiarów. Często zdarza się tak, gdy rozpęta się większa walka, jej skutki można zobaczyć dopiero wtedy gdy opadnie dym. Odniosłem także wrażenie, iż nieznacznie uległy powiększeniu plansze na których toczą się walki. Dodano kilka nowych scenerii, takich jak złomowisko samochodów, miasto czy bliżej nie identyfikowalne okolice, w których podziwiamy różnorodne postacie kosmitów. Nad samym wystrojem obszarów wojny można by się rozwodzić bardzo długo, ale najważniejszy jest, jak na tą grę przystało polot i humor. A tego ostatniego nie brakuje. W nowych robalach występuje ten sam wariacki typ dowcipu, co we wszystkich poprzednich częściach. Dlatego robale można polecić śmiało wszystkim amatorom komputerowego szaleństwa, bez specjalnego zwracania uwagi na wiek. Nie znaczy to, że gra jest pozbawiona wszelkiej brutalności. Wprawdzie nie uświadczycie tu hektolitrów krwi, urywanych kończyn czy innych tego typu atrakcji, ale widok bohaterów okładających się nawzajem siekierami i pałkami do najdelikatniejszych nie należy. Może będziecie mi tu zarzucać, że czepiam się tej kreskówkowej gry dla dzieci, ale zapewniam iż jest ona naładowana dozą złośliwości. To już nie są stare, dobre Wormsy w których nieświadome robaczki właziły na miny przeciwpiechotne, albo stwierdzały z niesamowitym zdziwieniem, że ich koleś wyzionął ducha. Robaki z Armagedonu są perfidne aż do granic. Potrafią misternie planować, aby potem w precyzyjny sposób, z premedytacją zadać wrogowi jak najwięcej obrażeń. Także znacznie polepszona sztuczna inteligencja, sprawia, iż sytuacje, gdy drobniutki robaczek pada ofiarą własnej zawiści, chcąc wysadzić kumpla, zdarzają się o wiele rzadziej. Gra traci przez to trochę starego niewinnego uroku. Znacznym zmianom uległa muzyka, która dynamicznie zmienia się w zależności od akcji na ekranie.. Oprawa muzyczna potrafi niekiedy nieźle podsumować jakieś zagranie. Za to należy się autorom wielki plus. Ciekawostką jest możliwość wprowadzenia wyboru flagi dla zespołu, jakim pokierujecie w grze. Bank rozmaitych bander jest iście imponujący i zawiera zarówno te rzeczywiste (NATO, Unia Europejska, Wietnam, Korea itp.) jak i zupełnie szaleńcze, wymyślone przez Team17 (owca, skunks i tym podobne). Niby drobnostka, ale mnie bawiło gdy mogłem sobie powybierać.

Jak wspominałem dodano także nowe tryby rozgrywki. Pierwszym z nich jest Trening, dzięki któremu możecie doszlifować wasze umiejętności w posługiwaniu się bronią. Oprócz dowolnego ćwiczenia na przykład w kierowaniu superowcą, istnieje także tak zwany trening podstawowy, składający się z szeregu lekcji. Po zakończeniu ich wszystkich mamy dostęp do nowości, a mianowicie misji. Niestety nie było mi dane skosztować tego rodzaju zadań, ze względu na absurdalnie wysoki poziom trudności jakim cechuje się tryb treningowy. Uwierzcie mi, że ciężko jest trafić granatem w cel oddalony o dwie długości ekranu, tak aby granat wybuchł w momencie zetknięcia się z celem. To wszystko oczywiście przy udziale wiatru i limitu czasowego. Po kilku godzinach i prawie połamanym krążku CD, co zaowocowało jedynie wysokim współczynnikiem frustracji, straciłem nadzieję, że kiedykolwiek pogram sobie w jakąś misje. Wydaj mi się, że w tym przypadku autorzy przesadzili ponad normę. A tak w ogóle to może nie ma żadnych misji? W porównaniu z poprzednikami, W2 oferuje graczom bardzo dużą konfigurowalność. Przekopując się prze tony paneli opcji, można zmienić bardzo wiele parametrów gry: nasi bohaterowie mogą mieć różne mogiły na przykład mogą spoczywać w piramidach, pod obeliskami czy innego rodzaju monumentami. Dobrze sprawuje się dołączony edytor terenu, dający domorosłym konstruktorom spore pole do popisu. Kombinować także możecie z próbkami dźwiękowymi, gdyż te zapisane są w formacie Wave i łatwo dają się importować. Sporo radochy przynosi też grzebanie w ustawieniach językowych. Autorzy przygotowali istne multum lokalizacji. Istnieje także wersja Polska, lecz nie zaskakuje niczym ciekawym. O wiele zabawniej jest włączyć sobie wersję rosyjską, norweską czy północno - wietnamską. Długie godziny czołgania się ze śmiechu po podłodze zapewnione. Oczywiście to tylko nieliczne przykłady (jest jeszcze portugalski, holenderski, japoński i wiele innych), ale wierzcie mi - to istny obłęd. Dziwicie się jeszcze pewnie, że nie wspomniałem jeszcze nic o broniach, które jakby nie było są jednym z bardziej jajcarskich elementów. Wbrew oczekiwaniom nie doświadczycie jakiś bardzo radykalnych zmian w arsenale. Obok starych gadżetów, znalazło się zaledwie kilka nowych zabawek. Większość nie jest niczym odkrywczym, ale powieleniem już sprawdzonych wzorów. Jaka to różnica czy zaprawimy innego robala z piąchy, kija lub topora? Wprawdzie ten ostatni sposób jest arcykomiczny, ale i tak po pewnym czasie do niego przywykniemy. Podobnie jest z użyciem łuku, które to wymaga od robaczka przebrania się za Robin Hooda. Istnieje też kilka odmian owiec: zwykła nafaszerowana C-4, owca samobójca i zdalnie sterowana. Z bardziej normalnych broni należy wymienić miotacz płomieni czy wsparcie powietrzne. Także do przemieszczania się dodano nowość w postaci plecaka odrzutowego. Czasami nachodzi coś naszego robala na popełnienie samobójstwa. W Worms Armageddon można tego dokonać w nowy sposób - wysadzając się w powietrze. Przed eksplozją nasz mały bohater komicznie się nadyma i wydaje znany wszystkim znawcom drugiej wojny światowej okrzyk: Tora! Tora! Tora!.

Największą perełkę pozostawiłem dla was na koniec. Jest nią bron niesamowicie skomplikowana w użyciu, lecz odpowiednio użyta jest niesamowicie potężna, a mianowicie tą bronią jest Skunks! Przy jego zastosowaniu należy zwracać uwagę na siłę i prędkość wiatru. On bowiem determinuje kierunek i natężenie trujących gazów wydobywających się z tylniej pod ogonowej części skunksa. I teraz to już nadeszła pora na małe podsumowanie. Chociaż WA nie jest żadną rewelacją, to jednak posiada parę miłych akcentów i swój smaczek. Stąd będzie wynikała końcowa ocena. Ta gra jest przeznaczona raczej dla tych , którzy z robalami zetkną się po raz pierwszy. Będzie to dla nich doskonały wybór, ponieważ najnowsza część nie straciła uroku swoich poprzedników, a wspólna partia z kolegami na jednym komputerze nadal stanowi nie lada frajdę. Teraz panom z Team 17 nie pozostało nic innego jak tylko umieścić robaczki w środowisku 3D, ale to będzie już inna robaczywa bajka :-))))

Obrazek
Obrazek
Obrazek

_________________
400x70


Ostatnio edytowano 7 sierpnia 2005, 23:15 przez djserek, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 23:15 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 4 października 2004, 18:55
Posty: 1375
K*rwa! ludzie!
tu chodzi by dać też jakiś większy komentarz(z jakieś strony bądź czaspopisma) temat starej gry którą lubiecie, np. tak jak to zrobił Imothep bądź bifbuzz! na proźbę Eoon'a będe strzegł pożądku w tym temacie i będe oczywiście usuwał posty w stylu Grześka bądź Kakashi'ego! ;)

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 23:16 
Offline
newbie
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 lipca 2005, 15:41
Posty: 26
heh 8)
klasyk ponad klasyki...
FPS ponad FPS'y...
chyba najlepsza gra na swiecie...

Half Life

W tej grze chodzi się Gordonem Freemanem, nauckowcem z Black Mesa. Miał on pomoc w przeprowadzeniu w teori banalnego eksperymentu. Jednakze w praktyce cos sie nie udalo i do Black Mesa teleportowano ufoki. Większość doktorków z BM szlag trafił, a ty musiałeś to całe gówno naprawić... Naprawdę, oprócz bronienia się przed kośmitami musiałeś jeszcze bronić się przed służbami specjalnymi wysłanymi przez rząd w celu zabicia wszystkiego co się ruszało w Black Mesa. Jedynie co mnie w grze wkurzało to koleś zwany GMan, bo to była jedyna osoba w całej grze której nie mogłem zabić :D

Half Life był jedną z pierwszych gier jakie miałem na pieca, Do dziś wspominam grupowe granie (znaczy ja + brat + tata myślący jak zabić "długorękiego" :D ) i wieeeeele tekstów z gry, np ufok co gadał "urigna urigna" :D... Albo kośmita co wyglądał jak mrożony kurczak... Albo gdy się przeniosło w kosmos co biegał wielki ufok z równie wielkimi jajami :D:D Uwielbiałem mu strzelać z bazooki w te klejnoty :D:D:D

Ech...

Szczerze polecam na chwilkę odejść od San Andreas czy HL2 i powrócić do tego tytułu, by przypomnieć sobie jak to strzelało się kiedyś...

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek



PEACE! :kakashi:

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 23:35 
Offline
Nameless Guy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 30 kwietnia 2005, 22:15
Posty: 820
Max_Payne napisał(a):
K*rwa! ludzie!
tu chodzi by dać też jakiś większy komentarz(z jakieś strony bądź czaspopisma) temat starej gry którą lubiecie, np. tak jak to zrobił Imothep bądź bifbuzz! na proźbę Eoon'a będe strzegł pożądku w tym temacie i będe oczywiście usuwał posty w stylu Grześka bądź Kakashi'ego! ;)

Thank you, sir Payne ;)
I jeszcze jedna prosba- wrzucajcie "thumby" nie cale obrazki bo sie syf zrobi...

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 sierpnia 2005, 23:35 
Offline
Nameless Guy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 marca 2005, 12:54
Posty: 803
zamordujecie mnie za to ale:

STREET LEGAL
Invictus. 2002

W ostatnich lata tuning samochodów stał się bardzo popularny. Ale jeszcze bardziej popularne stały się nielegalne wyścigi takich podrasowanych wozów. Przyczynił się do tego z pewnością film Szybcy i Wściekli, w których takie wyścigi były codziennością na amerykańskich ulicach. Teraz i na naszych ulicach można nocą zobaczyć ścigających się szaleńców, którzy potrafią grubo przekraczać 200km/h, nie bacząc na to, że ktoś może przy tym stracić życie.
Dlaczego o tym piszę? By nawiązać do najnowszej gry Activision, dotyczącej właśnie takich ulicznych wyścigów i noszącej tytuł Street Legal.

Założenia i pomysł były dobre, jednak wykonanie to już całkowita katastrofa. Gra wygląda, jakby była robiona w garażu przez gimnazjalistów, którzy poświęcali swój wolny czas na tworzenie - wyłącznie po lekcjach. Poza tym Street Legal korzysta z nieco zmodernizowanego silnika innej gry, tym razem o naprawianiu samochodów, jaką jest Gearhead Garage. Problem w tym, że silnik tej gry nie bardzo nadaje się do wyścigów. Dopiero po wyjściu ostatniego patcha oznaczonego numerkiem 2.2 (jest to trzecia łatka, zaś wszystkie zajmują około 100MB), da się już jakoś grać i taką właśnie wersją gry się zajmę.

Teraz parę słów na temat... fabuły. Na dobry początek dostajemy 20 tys. USD i za tę sumę musimy zakupić jakiś pojazd. Wybór nie jest zbyt duży, ponadto za tak małą kwotę możemy pozwolić sobie na zakup tylko dość słabej maszyny. A w tej grze liczy się moc silnika, więc jeśli starczy nam pieniędzy, to instalujemy doładowanie podtlenkiem azotu, zwane popularnie NOS, i wyjeżdżamy na ulicę. Tam musimy znaleźć kierowcę, który, tak jak my, pragnie się ścigać. Ustalamy trasę (jeśli mamy prestiż większy od oponenta, to my ustalamy trasę - warto pracować na prestiż, ponieważ dysponując mocniejszym samochodem, ustalamy trasę do najbliższych świateł i zwykle wygrywamy) oraz to, czy ścigamy się za pieniądze, czy wyłącznie dla prestiżu - i w drogę. Wygrywa oczywiście ten, który jako pierwszy dojedzie na metę. Wygrywanie wyścigów ma na celu nie tylko zdobywanie pieniędzy na rozbudowywanie samochodów, ale również pięcie się w górę w rankingach. W każdym mieście, musimy wygrać z 20 innymi kierowcami, by przejść do kolejnego miasta. Przy czym kolejne miasta to lepsze i mocniejsze samochody oraz trudniejsi przeciwnicy.

Pomówmy teraz o rozbudowywaniu samochodów. Naszą brykę możemy podrasować zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Zewnętrzny tuning polega głównie na dołożeniu spoilerów zintegrowanych ze zderzakiem (z przodu i z tyłu), zamontowanie ich z tyłu i z boku, a także zmiana maski i lusterek. Samochód staje się wtedy ładniejszy, choć dla osiągów nie ma to najmniejszego znaczenia (za to po wyruszeniu na ulicę bardzo szybko tracimy część spoilerów).
Znacznie ciekawsza jest modyfikacja napędu oraz zawieszenia. Zawieszenie możemy utwardzić i obniżyć, dodać rozpórki kielichów, założyć większe i wytrzymalsze tarcze hamulcowe oraz szersze opony na większych kołach (wybór od 15" do 21"). Takie zmiany powodują, że samochód ma krótszą drogę hamowania i lepiej trzyma się drogi. Dużo większy zakres prac możemy przeprowadzić w silniku. Oczywiście wszystkie mają na celu zwiększenie jego mocy. Możemy więc dołożyć jedynie NOS, co jednak da przyspieszenie na krótkich dystansach. Możemy również zamontować turbo (lub podwójne turbo, w zależności od silników), zwiększyć pojemność silnika, zmieniając blok i głowice cylindrów (mamy silniki 4, 6, 8 i 10-zaworowe), zmienić koło zamachowe na lżejsze, dodać większe lub stożkowe filtry powietrza, itp. Zabiegi te znacznie podniosą moc naszego pojazdu (np. pojemność silnika V10 można zwiększyć nawet do 10l, a moc do ok. 900KM) i pozwolą na wygrywanie z każdym przeciwnikiem. Musimy jednak pamiętać, że każda część ulega zużyciu, a także podlega uszkodzeniom, więc po każdym wyścigu czeka nas zwykle sporo napraw (najczęściej opony, które przy najmocniejszych silnikach zużywają się wręcz błyskawicznie). O ile silnik wytrzymuje dość długi okres (chyba że urwiemy na krawężniku miskę olejową), to elementy karoserii będą wymagały stałych napraw i uzupełnień. Najciekawsze jest to, że uszkodzeniom ulegają nie tylko elementy karoserii, ale również cała jej konstrukcja (we wcześniejszej wersji gry nie było tego), tak więc każde mocniejsze uderzenie powoduje, że jazda staje się utrudniona, a wygrywanie wręcz niemożliwe (w czasie jednego wyścigu po zderzeniu czołowym wyskoczył mi silnik, a przód kończył się na przedniej szybie). Musimy bardzo uważać, bo do naprawy konstrukcji musimy usunąć z samochodu wszystkie podzespoły, a to jest dość pracochłonne,. Na dodatek im droższy samochód, tym kosztowniejsze są naprawy. Grafika to najsłabszy punkt gry. Podczas jazdy po mieście widzimy sporo innych pojazdów oraz pieszych (natężenie ruchu można regulować w opcjach), jednak ich wygląd jest wręcz koszmarny. Nie lepiej prezentują się same miasta, które co prawda różnią się między sobą zabudową, ale w obrębie tej samej aglomeracji budynki są praktycznie identyczne. Za to dość ładnie wyglądają nasze samochody. Widać na nich każde uszkodzenie. Zniszczone spoilery zostają na ulicy, podczas jazdy otwierają się drzwi, a każde bliższe spotkanie z policją kończy się z reguły sporym uszkodzeniem samochodu. Za to w garażu widać później efekty takich spotkań, w postaci powgniatanej karoserii, porysowanego lakieru, itp.

Dźwięk też nie jest najlepszy. Jedyne co słyszymy, to ruch uliczny, pisk opon i wycie naszego silnika. Autorzy mogli się pokusić o wstawienie jakichś fajnych kawałków, których można byłoby słuchać podczas wyścigów.

Street Legal jest najlepszym przykładem jak można nie wykorzystać dobrego pomysłu. Wykonanie woła o pomstę do nieba, a mimo iż gra ukazała się w październiku zeszłego roku, to najnowsza łatka pojawiła się zaledwie parę tygodni temu (i na dzień dobry blokowała nam kursor myszy, ale dało się to rozwiązać usunięciem jednego pliku). Bez niej, gra wyskakiwała do Windowsa, nie było także uszkodzeń konstrukcji samochodu oraz można było w nieskończoność ścigać się z tym samym przeciwnikiem (dawało to mnóstwo pieniędzy). Po zainstalowaniu najnowszej łatki jest już nieco lepiej, choć nadal wymagania gry są wręcz koszmarne. Na procesorze Athlon XP 1800 i GF4Ti4200 gra potrafi się mocno przyciąć, co jest wręcz śmieszne. Miejmy tylko nadzieję, że Activision nie popełni kolejnego błędu i nie będzie wydawał tak niedopracowanej gry.
Minusem jest fakt, że gra nie ma w Polsce swojego dystrybutora, a sprowadzenie jej zza granicy to koszt 19.99USD + przesyłka. Niestety nie jest warta swojej ceny.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Polecam gierke i także drugą część Street Legal:Redline

BTW
Cytuj:
nie jest warta swojej ceny.


bullshit , nie słuchać tego :)

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 sierpnia 2005, 09:10 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 lipca 2004, 08:28
Posty: 758
Lokalizacja: Ełk
Bardzo przydatny temat dla ludzi ze słabszymi kompami, nawet gdy teraz mam nowy, gram w WWP, i tęsknię do Mafii i Max`a Payne`a. Niektóre starsze3 gry przebijają nowości pod wieloma względami. Maxia miło wspominam ogólnie, i ciągle płaczę za Mafią, mimo e wtedy mój komp był za słaby, chodziła bez większych cięć, niestety co 5 min wywalała do windy i nawet pierwszej misji nie skończyłem. W Mafią ju nie pogram ale czekam na Godfathera.

Przed chwilą wstałem więc jestem trochę zamroczony, moe później coś dam.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 sierpnia 2005, 09:13 
Offline
D-ICE
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 czerwca 2005, 23:08
Posty: 561
Lokalizacja: Bychawa City
Grand Theft Auto
----------------------------------------------------------------------------

Wolność. To słowo ma wiele znaczeń. Praktycznie, jako naród, jesteśmy zupełnie wolni, od roku 89. Ale nie jako gracze. Do niedawna granie w gry komputerowe, sprowadzało się do liniowego przechodzenia kolejnych plansz, poziomów... no, może w niektórych przygodówkach mieliśmy więcej swobody, ale nie każdy lubi grać w gry przygodowe. Zaczęło się tak. Wracałem do domu autobusem. Po drodze kupiłem pismo (nie będę wymieniał tytułu, żeby nie robić reklamy ;-) ). Nie było tam nic ciekawego oprócz jednej recenzji... Recenzji gry, o tajemniczo (wówczas) brzmiącym dla mnie tytułem GTA. Autor napisał wręcz pean na cześć tej gry, więc bardzo się nią zainteresowałem. Już następnego dnia, siedziałem przed monitorem, i nie mogłem się oderwać. Na jakiś czas przestałem oglądać telewizję, czytać gazety... Po prostu Grand Theft Auto okazało się jedną z najlepszych gier jakie wówczas grałem. Najbardziej pociągająca była nieograniczona wręcz wolność. Naszym małym ludkiem, mogliśmy chodzić gdzie nam się żywnie podobało. Mogliśmy też, w sposób mniej lub bardziej nielegalny (ale raczej to drugie) zdobyć samochód i nim poszaleć sobie po jednym z trzech miast dostępnych gier (w każdym mieście były także jakby po dwa epizody). Grafika nie była najlepsza, ale trzymała średni poziom. Dwa lata temu, bez wahania GTA dostało by ode mnie maksymalną ocenę (10/10). Lecz dziś... No cóż, świat nie stoi w miejscu, a branża gier komputerowych dostosowuje się do tego określenia, a nawet rozwija się o wiele szybciej, niż inne dziedziny naszego życia. Grafika, która już w momencie wydania była tylko średnia lub poprawna, dziś już nikogo nie przyciągnie do gry, a kogoś, kto o tej grze nigdy nie słyszał, może nawet odrzucić. Nie chodzi o to, że wszystko jest widziane w dwuwymiarowym rzucie z góry - ten widok jest właśnie esencją gry. Ten widok sprawie, że w GTA było w swoim czasie najlepszą dostępną na rynku grą. Po prostu, miasto pokazane jest ubogo, bez dużej ilości szczegółów, to samo mamy z samochodami. Gra obsługuje akceleratory Voodoo, ale robi to tylko w trybie DOS. Kruczek tkwi w tym, że pod DOS-em nie da się grać pod DOS-em w trybie multiplayer przez sieć TCP/IP czyli przez Internet - a więc trzeba uruchomić grę w wersji dla Windows, która z kolei nie obsługuje Voodoo. Jeśli jesteśmy już przy multiplayu, to dodam, że oprócz TCP/IP możemy grać przez sieć IPX, łącze szeregowe albo modem. Wróćmy do samej gry. Napiszę trochę więcej o co w niej chodzi, bo młodsi czytelnicy mogli jej po prostu jeszcze nie widzieć na oczy (może to i dobrze, bo gra jest brutalna i kontrowersyjna, w teorii dostępna dla ludzi którzy mają ukończony 18 rok życia). Otóż jesteśmy małym złodziejem w dużym mieście. Naszym celem jest oczywiście zdobywanie funduszy na dostatnie życie. Robimy to, wykonując zlecone przez lokalnych bossów, zadania. A jakie to zadania? Zabić, ukraść, nastraszyć. Czasami jeszcze odbić albo porwać. Oczywiście, po mieście nie będziemy chodzić nieuzbrojeni - w stojących gdzieniegdzie skrzynkach znajdziemy karabiny, pistolety a nawet wyrzutnie rakiet. Do poruszania się po mieście możemy używać zarówno własnych nów, jak i pojazdów silnikowych. Samochody oraz motocykle zazwyczaj musimy ukraść - wystarczy kilka strzałów w maskę takiego pojazdu, a kierowca sam z niego ucieknie. Jeśli lubimy bezpośredni kontakt z "chłopcami do bicia" (jaki są wszyscy normalni mieszkańcy miasta) to możemy podejść do takiego dwu- lub jedno- śladu i po prostu wyrzucić z niego prawowitego właściciela (potem możemy go jeszcze ewentualnie przejechać). Wozów w grze jest całkiem sporo - od szybkich, i delikatnych sportowych cacek, po duże i dymiące, budzące respekt swoimi rozmiarami i siłą niszczenia ciężarówek. Jeśli dobrze spenetrujemy miasto, to trafimy także na takie egzotyczne pojazdy jak czołg i helikopter (niestety, nie potrafiący latać). Ze stron fanów tej gry, możemy sobie zassać także nowe modele pojazdów oraz nowe mapy (niestety, w większości dosyć nieciekawe). To wszystko sprawia, że GTA nie nudzi się szybko - można w nią grą naprawdę długo... Kluczem do sukcesu, jest dokładne poznanie mapy miasta, aby wiedzieć gdzie jest np. najbliższy warsztat. Prawie bym zapomniał - przestępstwo nie popłaca, i jeśli zrobimy coś niezgodnego z prawem, to pojawią się panowie w niebieskich mundurach, czyli policjanci. Przed policją nie ma ucieczki - jeśli raz zacznie nas ganiać, to nie przestanie dopóty, dopóki nas nie złapie, nie zabije albo... dopóki nie skorzystamy z warsztatu (a raczej lakierni) i nie przemalujemy sobie swojego wozu/ zmienimy tablic rejestracyjnych. Policjanci są niestety (a może na szczęście?) głupi jak but, i pokonanie (czytaj "ukatrupienie") nie powinno przysporzyć nam większego kłopotu. "Liczy się ilość, a nie jakość" (cytat grubas z Pizza Syndicate) sprawdza się w odniesieniu do policjantów znakomicie - większa ich ilość może nam już zagrozić. Tak samo jak ich blokady co ruchliwszych ulic. Największą wadą gry jest brak możliwości zapisu stanu gry. Za jednym podejściem musimy przejść cały epizod. A to czasami trwa naprawdę długo... Duże znaczenie mają także małe wymagania sprzętowe - już na 486 można sobie spokojnie pograć (jedynie w 320x240, ale nawet i wtedy gra wygląda znośnie).
GTA to wciąż bardzo dobra gra (szczególnie, jeśli przymkniemy trochę oko na grafikę). Chociaż dostępna jest już druga część tej gry, w której poprawiono wady części pierwszej, a także dodano kilka nowych rzeczy
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Download GTA

źródłu gry.wp.pl

_________________
________________________________________________________
Obrazek
HARDCORE JUMPING RACERS Join Us


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron

GTAReview Skin by: kreem
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL