GTAReview.com

   FAQ
   Szukaj
   Zaloguj
Teraz jest 22 września 2026, 21:26

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 

Co sądzicie o grze:
Zaje*ista 66%  66%  [ 2 ]
Bardzo dobra 0%  0%  [ 0 ]
Dobra 0%  0%  [ 0 ]
Przeciętna 0%  0%  [ 0 ]
Słaba 0%  0%  [ 0 ]
Beznadziejna 0%  0%  [ 0 ]
Nie widziałem, nie grałem 33%  33%  [ 1 ]
Liczba głosów : 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Halo (1,2)
PostNapisane: 18 lutego 2005, 17:08 
Offline
Salvatore Leone
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sierpnia 2004, 11:26
Posty: 306
Lokalizacja: z Halo
Co sądzicie o tej wspaniałej grze której nie ma na je*anego PS2 :twisted:


Ostatnio edytowano 19 lutego 2005, 18:29 przez Rochu, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 18 lutego 2005, 19:19 
Offline
Luigii Goterelli
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 sierpnia 2004, 10:58
Posty: 195
Lokalizacja: Wieruszów
Nie grałem ale jak nie ma jeje na PS2 to musi byc super :wink:No GTA SA tez jest na PS2 ale to inna bajka

_________________
Obrazek
Forum o Sagemach i Sony Ericssonach http://WWW.SAGEMERYK.FORA.PL


Ostatnio edytowano 19 lutego 2005, 20:05 przez Krokodyl, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 18 lutego 2005, 19:20 
Offline
Luigii Goterelli
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 sierpnia 2004, 10:58
Posty: 195
Lokalizacja: Wieruszów
Jak to ..... usunac ??

_________________
Obrazek
Forum o Sagemach i Sony Ericssonach http://WWW.SAGEMERYK.FORA.PL


Ostatnio edytowano 19 lutego 2005, 20:04 przez Krokodyl, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 18 lutego 2005, 19:27 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 4 października 2004, 18:55
Posty: 1375
Krokodyl EDYTUJ POSTY :evil: A co do tematu to gra jest całkiem fajna, a najfajniej sie gra w multiplayer'a :oops:

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lutego 2005, 00:25 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 kwietnia 2004, 19:49
Posty: 1400
Lokalizacja: Częstochowa
Krokodyl-17
Cytuj:
No GTA SA tez jest na PS2 ale to inna bajka


...nie przeginaj! Przeczytaj regulamin, edytuj posty i pisz sensowne posty związane z tematem. Następnym razem już nikt upominac nie będzie

[Boże, czemu musze ujawniać swą złą stronę mocy?! Nie możecie myśleć samodzielnie?!]


Co do tematu: Zapodaj Rochu jakieś zdjęcia, linki, informacje itd. teraz miło by było z Twojej strony gdybyś trochę poszerzył temat o grze. ; )

_________________
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lutego 2005, 00:39 
Offline
Nameless Guy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 lipca 2004, 11:30
Posty: 747
Takk tej gry nie ma na ps2... bo jest na x-boxa :) Jak we wszytkich grach multiplayer rządzi ale na single teżsię gra fajnie :) Gierka wypas :]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lutego 2005, 11:09 
Offline
Toni Cipriani
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 stycznia 2005, 20:28
Posty: 255
nie gralem ale jeszcze pewnie zagram


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lutego 2005, 17:46 
Offline
Salvatore Leone
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sierpnia 2004, 11:26
Posty: 306
Lokalizacja: z Halo
Już podaje recenzje :)

Halo: Combat Evolved (xbox)

xbox online napisał(a):
Halo wzięło szturmem rynek gier konsolowych, gdy zostało wypuszczone jako launch title dla Xboxa. Od tamtej pory sprzedało się w ponad milionie egzemplarzy. Halo nawet teraz jest uznawane za najbardziej udany tytuł na Xboxa i jest masa powodów na potwierdzenie tego. Wymienię kilka z nich w tej recenzji. Sprawa wygląda tak: jeśli nie grałeś w Halo, to nie grałeś dotąd w żadną grę fps na konsoli, a przynajmniej nie tak jak powinieneś…

Po rozpoczęciu gry przejmujemy sterowanie nad Master Chiefem (Mistrz Szef … hmmm, osobliwe) świeżo po pobycie w komorze kriogenicznej na statku bojowym The Pillar of Autumn (Filar Jesieni … oryginalna nazwa). Statek został najechany przez obcą cywilizacją zwaną Covenant. Naszym pierwszym zadaniem jest zdobycie Cortana`y, systemu AI naszego statku, który to system czuwa również nad bezpieczeństwem świata w kształcie pierścienia – zwanego Halo.

Master Chief jest cyborgiem mającym ogromny wkład w wykonywaną misję. Nasi Marine (żołnierze) mają dla nas duży szacunek, niejednokrotnie, kiedy tylko się pojawiamy wypowiadając teksty w stylu „Myśleliśmy, że już po nas dopóki pan się nie zjawił, Sir!”. Master Chief jest wyposażony w tarczę energetyczną, która wytrzyma spory okres czasu zanim zostanie zniszczona. Bungie zrobiło całkiem sprytną rzecz nie zmuszając nas do biegania po całym terenie w poszukiwaniu baterii do osłony. Wystarczy chwilka, gdy nikt do nas nie strzela, żeby osłona sama się zregenerowała. Jeśli natkniemy się na Overshield w czasie wędrówki po planecie, będziemy mogli wziąć na siebie jeszcze większą ilość strzałów bez żadnych konsekwencji.

Nawet zanim opuścimy nasz statek da się zauważyć ogrom pracy, jaki został włożony w graficzne dopracowanie tej gry. Wystarczy włączyć latarkę (tak, latarkę), żeby móc podziwiać wspaniałe efekty świetlne (z których Xbox przecież słynie) na ścianach, naszych Marine i przeciwnikach. Rzućmy granat i podziwiajmy wspaniałe odblaski eksplozji na ścianach, hełmach, pojazdach i oczywiście latających ciałach przeciwników. Wkraczając w świat Halo uświadczymy bujne krajobrazy w komplecie z wodospadami, kanionami, podziemnymi tunelami oraz robiącymi wrażenie stacjami bojowymi Covenantów. Grafika śmiga zawsze w 30 fpsach, nawet w trybie multiplayer. Wyglądające jak prawdziwe eksplozje oraz doskonale oddana grawitacja tylko dopełniają obrazu całości jako gry niemal perfekcyjnej graficznie.

Halo jest jednym z tych shooterów fpp, przy których wystarczy 15 minut, aby opanować sterowanie. Po tym czasie rzucanie granatów, koszenie Hunterów z karabinu, zdejmowanie przeciwników ze sporych odległości za pomocą snajperski, czy chociażby wysadzenie Ghost vehicle przeciwnika na orbitę za pomocą rakietnicy jest niemalże wrodzoną umiejętnością. Kierowanie pojazdami odbywa się przez obracanie kamery, co w pierwszej chwili może wydawać się dosyć niewygodne, ale niezwykle szybko staje się najbardziej rozrywkową częścią gry. Wskoczenie do któregokolwiek z pojazdów i rzucenie się w wir bitwy jest niesamowicie łatwe i przyjemne.

Najważniejszą częścią gry jest tryb kampanii (Campaign), który jest praktycznie od początku do samego końca rozgrywany na przeogromnych poziomach połączonych doskonałą i logiczną fabułą. Zarówno jednostki przyjacielskie jak również przeciwnicy mają tak zaawansowane AI, że wydaje się, że gramy z żywym człowiekiem a nie bezdusznym zbitkiem pikseli sterowanym przez konsolę. Niezależnie od tego czy grami sami czy razem z kolegą podpiętym do drugiego portu konsoli, nasi Marines są przy nas, aby nam pomóc. Rozmawiają ze sobą, wykrzykują komendy, robią wszystko, czego można by się spodziewać po prawdziwych ludziach. Wystarczy wskoczyć do Warthoga, żeby nasi kamraci wskoczyli za nami siadając za kierownicą bądź przejmując działo. Niektóre z ich odzywek są naprawdę komiczne, jak chociażby: „wstawaj, żebym mógł znów cię zabić!” albo „chcesz jeszcze?” czy „mało ci?”
Nie myśl też, że przeciwnicy będą biec w Twoim kierunku na pewną śmierć. O nie! AI jest na tyle dopracowane, że przeciwnicy nie dają się tak łatwo zabić. Chowają się za różnymi przeszkodami, potrafią się skradać, a nawet współpracować wzajemnie. Wszystko to po to, że doprowadzić Cię do takiej sytuacji, w której nie chciałbyś się znaleźć. Większość wrogów jest mała i łatwa do zabicia (Grunts), ale problem leży w tym, że zawsze występują w grupach. Najwięcej problemów sprawią nam Elite i Hunters. Nie ma natomiast problemu, jeśli akurat utną sobie krótką drzemkę (ostatnią drzemkę w ich życiu), wtedy można się do nich podkraść i zabić jednym strzałem od tyłu. Innym sposobem na pozbycie się śpiących przeciwników jest trzymać się od nich z daleka i zdejmować za pomocą snajperki. Zbierając to wszystko razem możemy rzeczywiście się poczuć jak prawdziwy komandos na polu bitwy.
Multiplayer, pomimo tego, że Buncie chyba nie do końca osiągnęło zamierzony cel, jest znakomity i dostarcza wielu niezapomnianych emocji. Plansze są wypchane detalami po brzegi i są ogromne, ma się wrażenie, że zostały przygotowane dla więcej niż dwóch graczy. Możemy połączyć razem aż 4 konsole, co daje możliwość jednoczesnej gry aż 16 graczom! Niestety taka możliwość jest raczej mało realna, bo przecież o ile z zebraniem 4 konsol może nie byłoby tak źle, o tyle raczej mało prawdopodobne, że u kogoś w domu stoją obok siebie 4 telewizory. Ale na szczęście jest jeszcze możliwość gry przez Internet (co niestety w naszym pięknym kraju jest tak samo realne jak te 4 telewizory). Multiplayer jest doskonały, jednak gdy naraz gra mniej niż 8 graczy poziomy wydają się za duże i trzeba się sporo nabiegać, żeby znaleźć przeciwnika. Dobrym rozwiązaniem tutaj byłoby wprowadzenie również w tym trybie przeciwników sterowanych przez konsolę. Niestety tego tutaj zabrakło. Nie ujmując jednak grze, jest ona doskonała, z masą leveli, niemalże szyta na miarę.

Halo jak narazie jest jedną z najlepszych gier na Xboxa (jeśli nie najlepszą). Można w nią grać i grać i grać! W czasie kiedy skończymy pierwszy poziom nabieramy ochoty, aby przejść go powtórnie.

ocena 10/10


Halo 2 (xbox)
xbox online napisał(a):

Halo. Jedno słowo, a ile uczuć wzbudza. Niektórzy słysząc ten wyraz przypominają sobie pierwsze chwile spędzone z xboxem, inni pomyślą o dziesiątkach turniejów multiplayer`owych, jeszcze inni rozmyślą o samotnych, nieprzespanych nocach spędzonych z Halo. Nie wątpliwie jest to gra wielka – poruszyła serca milionów graczy, o czym może świadczyć ilość sprzedanych egzemplarzy – ponad pięć milionów! Nie ma się czemu dziwić – wraz z ukazaniem się produkt Bungie zamiatał grafiką, dźwiękiem, oczywiście grywalnością, ale przede wszystkim pokazywał na co stać xboxa. To właśnie dzięki temu tytułowi znikły klapki na oczach wielu sceptyków. Kultowe Halo uczyniło nielichy krok w ewolucji FPS`ów, stało się dziełem kultowym, więc kontynuacja była nieunikniona. Po latach nerwowych oczekiwań Halo2 wreszcie wylądowało – i to z jakim hukiem! W pierwszym dniu premiery z półek sklepowych znikło 2,4 miliona egzemplarzy, czyli połowa ze sprzedanych w ciągu trzech lat `jedynek`! Ufff… Nieważne… Ważne jest samo Halo2.

W poprzedniej części miejscem eksploracji było Halo – ogromna planeta w kształcie pierścienia. Jej wewnętrzną powierzchnię stanowiły głównie lasy, łąki, bagna itd., choć sporadycznie pojawiały się jakieś alienowane budynki. O wiele ciekawsze były jednak otwarte przestrzenie, które imponowały ogromnymi rozmiarami i gwarantowały niezłe widoczki. Praktycznie była to cecha rozpoznawalna dziecka Bungie. A jak jest w drugiej części? Trzeba przyznać, że programiści nie próżnowali i zaserwowali nam jeszcze rozleglejsze miejscówki! Co prawda pogubić się raczej nie można (z małymi wyjątkami), ale uczucie swobody pozostało. Jest jeszcze więcej jeżdżenia i latania, co powinno cieszyć, bo korzystanie z pojazdów sprawia jeszcze większą frajdę, niż w ‘jedynce’. Wehikuły obcych mają teraz przyspieszenie, które naturalnie zmniejsza zwrotność, ale jest bardzo dobrym posunięciem – przydaje się w krytycznych sytuacjach, w których najlepszym wyjściem jest ucieczka.

Ciekawym pomysłem okazało się sprowadzenie akcji na Ziemię. Jak już pewnie wiecie, Covenanci ją zaatakowali, więc nie pozostaje nic innego jak bronić rodzimej planety. Trzeba przyznać, że poziomy w kolebce ludzkości kopią zad. I już nawet nie mówię o pięknej grafice, o której opowiem za chwilę, ale o cyrku, który się tutaj odbywa. Nie będę wiele zdradzał, aby nie psuć Wam zabawy, streszczę to w kilku słowach – mnóstwo zespołowych, wręcz filmowych akcji, z zastosowaniem różnego rodzaju pojazdów (nie tylko nam sprzyjających;). Naprawdę, to, co dzieje się momentami na ekranie przechodzi ludzkie pojęcie.

Jak już wspomniałem mocnym atutem ‘jedynki’ były całkiem ładne widoczki. Powiem tak – te w drugiej części po prostu rozkładają na łopaty. Tak pięknych krajobrazów nie widziałem w żadnej grze - rozległe jeziora, majestatycznie rozsiadające się na wzgórzach budowle, niesamowite wnętrze statku obcych… Po prostu coś pięknego. Nieraz zdarzyło mi się zatrzymać w miejscu, tylko po to, żeby podziwiać raj przygotowany przez programistów. I nie ma tu krzty przesady. To trzeba zobaczyć.

„Wszystko fajnie, ale czy sam system rozgrywki się zmienił?” – zapytałoby wielu z Was. Sama idea się nie zmieniła – broń w łapę i do przodu, ale twórcy zatroszczyli się, aby wprowadzić ulepszenia. Zacznę od broni. Jest ich o wiele więcej niż w ‘jedynce’, w dodatku te, które były ‘ekskluzywne’ dla naszych wrogów stały się pożyteczne również dla nas, np. świetny miecz (świetlny:P?). Doszły granatniki, osławiony już SMG, a tradycyjny ‘pulsacyjny’ został zmodyfikowany – jest teraz praktyczniejszy. Oprócz tego mnóstwo covenanckich pukawek i oczywiście wyrzutnia rakiet, shotgun, snajperka i zwykły pistolet. Jednak prawdziwym novum jest możliwość trzymania dwóch jednoręcznych spluw naraz. Znacznie zwiększa to siłę rażenia, szkoda jedynie, że nie da się rzucać wtedy granatami, ale nie można mieć przecież wszystkiego:).

Na osobny akapit zasługują nasi towarzysze. Nareszcie nie są bezbronni jak baranki i nieraz uda im się ustrzelić paru Elite, co w pierwszej części było niemalże niemożliwe. Nawet dwaj żołnierze mogą okazać nie lada pomocą w opałach, a gdy do dyspozycji jest jeszcze jakiś pojazd, np. Warthog, to pożoga w oddziałach nieprzyjaciela staje się formalnością. W zależności od preferencji wskakujemy na któreś miejsce w samochodzie i częstujemy tonami ołowiu plugastwo z kosmosu. Szczególnie efektywne i efektowne jest zajęcie działka z tyłu Warthoga – wtedy prawie nic nie może nam podskoczyć. Autorzy dodali możliwość wymiany broni z kompanami, co jest też znacznym usprawnieniem – w poprzedniej części, aby odebrać żołnierzowi jakąś broń należało go unicestwić, a teraz ‘pyk’ i mamy potrzebną pukawkę. Trzeba przyznać, że nasi kompani zachowują się całkiem inteligentnie – podczas jazdy w odpowiednim czasie się zatrzymują, unikają wrogiego ostrzału, często znajdują jakąś osłonę, która skutecznie chroni nas przed pociskami nieprzyjaciela, ale również nie uniemożliwia prowadzenia ognia. Podczas normalnej walki też nie głupieją – chowają się za osłonami, prowadzą systematyczny ostrzał, a w większej grupie bywają zabójczy, np. gdy jeden ma wyrzutnię granatów, drugi snajperkę, a jeszcze dwóch chodzi z Battle Rifle. Zaręczam, że możemy wtedy czuć się bezpiecznie (przynajmniej przez jakiś okres czasu;). Przeciwnicy też do słabych nie należą i w większych grupach potrafią się odgryźć. Doszło paru nowych, a starzy znajomi nauczyli się paru nowych sztuczek, sztuczek m.in. omawiany już dualing.

Przejmowanie pojazdów – kolejna nowość. Sztuczka ta na początku może sprawiać trochę trudności, ale już po jej opanowaniu rozgrywka staje się jeszcze rajcowniejsza i bardziej dynamiczna. Oczywiście nie zawsze da się przejąć wehikuł, np. gdy porusza się za szybko, nasze próby kończą się natychmiastowym zgonem, więc należy dobrze zaplanować taki ‘napad’. Po jakimś czasie to po prostu wchodzi w krew i żadne wyzwanie nie jest nam straszne. Można nawet przejąć czołg – wystarczy wskoczyć na maskę i zacząć prać po głowie prowadzącego, albo poczęstować go cieplutkim granacikiem. Możliwości jest multum, ale jedna zasada sprawdza się zawsze – cokolwiek zrobisz, będzie to bardzo efektowne.

Czas przejść do sfery audiowizualnej. Grafika jest… przepiękna, no ale czegóż innego można było się spodziewać? Wszędobylski bump-mapping, tekstury w bardzo wysokiej rozdzielczości, przepiękna gra świateł – to wszystko tutaj wpakowano. Oczywiście nie ma mowy o zbyt szybkim znikaniu ciał, czy dziur po kulach – wszystko jest bardzo dopracowane. Niektóre poziomy wgniatają swym pięknem, ale o tym już się rozpisywałem parę akapitów wyżej. Oczywiście zdarzają się słabsze lokacje (szczególnie tereny zamknięte), ale nie psuje to wizerunku całości. Za to postacie zostały pieczołowicie wymodelowane z dbałością o najdrobniejsze detale, takie jak zmarszczki na skórze (!). Pojazdy wydają się o wiele plastyczniejsze, mają więcej szczegółów i co najważniejsze – ulegają zniszczeniom. Ich wizualizacja jest bardzo fachowa – karoseria się gniecie, szyby się rozwalają, koła odpadają itd. Błyszczący, nowiutki Warthog w rękach niedoświadczonego gracza bardzo szybko zmienia się w płonący wrak na kółkach, więc radzę ćwiczyć manewry między bitwami. Halo2 może także poszczycić się nową, bardzo dobra fizyką, moim zdaniem spokojnie przewyższającą tą z Havoc’a 2. Nie uświadczymy już ciał wystających ze ścian czy wiszących w powietrzu martwych wrogów – denaci bezwładnie zginają się pod ścianą, albo toczą się ze schodów, bądź spadają z krawędzi. Słowem – majstersztyk. Oczywiście nie ma róży bez kolców, a w przypadku tej gry kolcami są za późno doczytujące się tekstury. Wyobraźcie sobie taką sytuację: idziemy przed siebie, nagle obracamy się o 90 stopni w lewo i widzimy ‘czystą’ ścianę, dopiero po 0,5 sekundy dogrywa się tekstura. Efekt niezbyt przyjemny, najbardziej widoczny w przerywnikach filmowych, nawiasem mówiąc bardzo fachowych. Mógłbym też przyczepić się do miejscami gorszych tekstur, ale te drobne niedoróbki nie maja żadnego znaczenia, bo to, co jest, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Po ukończeniu kampanii uwierzyłem w Half Life 2 na xboxa. Naprawdę. Jeśli chodzi o muzykę to pewnie Was nie zaskoczę – zarządziła. Kto grał w pierwszą część wie, czego można się tutaj spodziewać, zresztą nawet kilka utworów z ‘jedynki’ zostało przeniesione do H2 – jest więc rewelacyjnie. Akcja na ekranie ładnie współgra z dźwiękami dobiegającymi z głośników. Ach, jakże mógłbym nie wspomnieć o wspaniałym DD 5.1. Sprawdza się on wyśmienicie, chyba jest to najlepsza synchronizacja w grach na xboxa. Ogółem Halo2 to swoisty pokaz możliwości pudła Billa, ba, to pokaz maksymalnych osiągów tej maszyny.

Czy Halo2 sprostało legendzie poprzednika? Moim zdaniem - jak najbardziej. Nowa odsłona posiada charakterystyczny styl ‘jedynki’, równocześnie wprowadzając wiele usprawnień. Będzie dobra zarówno dla samotnika, jak i do dwóch zapaleńców chętnych do pogrania w świetnego Cooperativa. Bungie zrobiło doprawdy niesamowitą grę. Każda kolejna godzina spędzona z Halo2 uświadamiała mnie ile pracy, czasu i pieniędzy włożono w ten projekt. Po prostu wszystko jest tu dopieszczone na maxa. Twórcy przez trzy lata nie próżnowali i to naprawdę widać. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić tą grę każdemu użytkownikowi xboxa. Jest warta każdej wydanej na nią złotówki i gwarantuje mnóstwo zabawy.


PS. Grać na poziomie nie niższym niż Heroic.

ocena 9.3/10


Halo: Combat Evolved (PC)

Imperium gier napisał(a):
Ponad dwa lata temu na rynek weszła nowa konsola, produkt firmy znienawidzonej przez wielu użytkowników komputerów, czyli Microsoftu. Nazywało się to Xbox, było wielkie i nieporęczne, ale miało całkiem niezłe możliwości. Niedługo na tę platformę pojawiła się gra zatytułowana Halo: Combat Evolved. Był to shooter, w którym wcielaliśmy się w cyborga zwanego Master Chief, wysłanego z misją ratowania świata przed złowrogimi kosmitami, rasą zwaną Covenant. Tytuł ten zdobył naprawdę dużą popularność i przez dłuższy czas do każdego nowego Xboxa kupowano przede wszystkim Halo.
Pecetowcy jednak nieco się burzyli, z zazdrością spoglądając na posiadaczy konsol. Wreszcie pewnego dnia firma Bungie - autor wspomnianej gry - ogłosiła, że rozpoczyna prace nad jej konwersją na komputery domowe. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali premiery, nakręcani kolejnymi porcjami informacji budujących jej coraz ciekawszy obraz. Wreszcie tytuł pojawił się w sklepach i chyba spełnił oczekiwania graczy.

Przekażmy teraz głos samemu Master Chief’owi, który zda nam relację z całej przygody.

Witam wszystkich czytelników. Nazywam się Master Chief i, jak już zapewne wiecie, jestem cyborgiem. Leżałem sobie spokojnie zahibernowany od pewnego czasu, aż tu nagle budzą mnie ze snu krzycząc, że ludzie zostali zaatakowani przez kosmitów. Myślę sobie, kurde bele, jacy kosmici, przecież od dawna wiadomo, że ludzkość jest sama w kosmosie. A oni mi na to, że także tak myśleli, jednak rzeczywistość okazała się mniej przyjemna i te małe pokraki kopią tyłki naszym Marines aż miło. Twierdzą, że jestem ich ostatnią nadzieją i prowadzą mnie do dowódcy, który pokrótce wyjaśnia o co chodzi. Trochę trwało zanim załapałem, czego ode mnie chcą.

Sytuacja nie wygląda najlepiej, więc zmuszony zostałem do uczestnictwa w tej wojnie. Okazało się, że jestem na statku Pillar of Autumn, który właśnie przyjmuje delegację kosmitów, kulturalnie strzelających na wszystkie strony. Myślę sobie, że takie „nie wiadomo co”, nie będzie niszczyć mojego okrętu, wiec chwytam karabin w dłoń i ruszam do boju. Najpierw musiałem jeszcze podładować pole ochronne, które jest pierwszą linią obrony mego skafandra.

Gdy zobaczyłem pierwszego z nich, to ryknąłem śmiechem. Myślałem, że przepalą mi się obwody komputera. Obcy wyglądał jak skrzyżowanie żółwia z kurczakiem, a na dodatek zabawnie podskakiwał i wymachiwał łapami. Z tym czymś przegrywają ziemskie siły?! Czyżby ostatnio była jakaś balanga, o której nie wiem i nasi żołnierze jeszcze nie doszli do siebie, skoro to coś stanowi dla nich zagrożenie? Rzuciłem w jednego granatem. I to był mój błąd, bo teraz dosłownie tarzałem się po ziemi nie mogąc przestać się śmiać. Wyobraźcie sobie, że granat przykleił się do tej małej pokraki, która ruszyła do swoich. Widok był niesamowity, gdy reszta pierzchała na wszystkie strony uciekając od żywej bomby, choć i tak na niewiele się to zdało.
Zastrzeliłem paru i ruszyłem dalej. Po chwili okazało się, że małe pokraki (nazywają się chyba Grunts, a przynajmniej takie informacje mam w bazie danych), to jednak nie jedyne wredne ufoki, z którymi mam walczyć. Po jakimś czasie zauważyłem inne paskudy, które chroniły się za tarczami energetycznymi. Były to jednostki zwane Jackals. Skubańce musiały chyba ćwiczyć gimnastykę artystyczną, bo są naprawdę zwinne i potrafią turlać się po ziemi, cały czas kryjąc się za tarczą. Jednak nie ze mną te numery, czasem wystawiają zza niej łeb albo którąś z kończyn, co zwykle kończyło się ich odstrzeleniem. Niedługo potem spotkałem jeszcze innych przedstawicieli obcej
cywilizacji, wyposażonych w pole ochronne. Nazywają ich Elite i faktycznie należą do nieco większych twardzieli - mogą przetrzymać kilka sekund ostrzału, później jednak padają tak jak inni.
Po jakimś czasie skończyła mi się amunicja (cholerne cięcia budżetu armii), a że na podłodze walało się kilka spluw Obcych, więc postanowiłem z nich skorzystać (właściciel na pewno nie miał nic przeciwko temu, umarli mówią raczej niewiele). Na początku myślałem, że podniosłem jakąś odmianę jeża, bo to coś na pierwszy rzut oka tak właśnie wyglądało. Jednak gdy przyjrzałem się temu bliżej okazało się, że strzelam jakimiś kryształami, które eksplodują po wbiciu się w cel, na dodatek się na niego nakierowując. Nawet fajne zabawki mają te ufoki. Niestety nie mogłem dłużej ich podziwiać, bo okazało się, że statek zaraz przestanie istnieć, więc udałem się na z góry upatrzone pozycje, czyli do kapsuły ratunkowej.

Gdy wylądowałem na planecie, okazało się, że muszę się dostać do jej wnętrza. Nie było to łatwe, ale nie takie rzeczy się robiło. Trochę pomogli mi Marines, którzy wylądowali razem ze mną. Później było jeszcze ciekawiej, gdy dostałem się do centrum sterowania Halo, bowiem dowiedziałem się, że Halo to pierścień otaczający jedną z planet, który może też służyć jako bardzo potężna broń. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co ona robi, ale skoro jest groźna, więc dostałem rozkaz zniszczenia tego obiektu.
Nie było to łatwe, szczególnie gdy spotykałem na swej drodze chodzące czołgi w osobach tzw. Hunters. Bestie te są niewiarygodnie wytrzymałe i musiałem naprawdę się napocić, by wysłać je do Krainy Wiecznych Łowów. Dość groźni były także Elites, wyposażeni w tarczę dającą im niewidzialność. Kurcze, na początku myślałem, że skumali się z Predatorami, bo gość wyglądał w tej tarczy bardzo podobnie. Czekałem tylko, kiedy ujrzę charakterystyczny celownik laserowy i usłyszę groźny ryk. Na szczęście jednak nie był to Predator i mimo swojej tarczy, padł szybciej niż się pojawił. Od tej pory musiałem być uważniejszy, bo dzięki swej niewidzialności mogli mnie zaskoczyć.

Od czasu do czasu mogłem nie zdzierać własnych podeszew, tylko zasiąść za sterami kilku pojazdów, jakie ujrzałem na swej drodze. Pierwszym z nich był Warthog. Fajna zabawka. Potrafił zabrać trzy osoby, z czego jedna obsługiwała karabin zamontowany z tyłu. Miałem też okazję poszaleć w Scorpionie. Był to dość spory czołg wyposażony w działo o dużej sile rażenia oraz szybkostrzelny karabin. Maszynka należała do wolniejszych pojazdów, ale jak przywalił, to nie było co zbierać. Wiecie, co? Ja nawet latałem. Co prawda nie o własnych siłach (nie te lata i zbyt mało promili we krwi), ale i tak było fajnie. W lataniu tym pomagały mi pojazdy kosmitów. Pierwszy z nich to Banshee, jednoosobowa maszynka, która jednak nie lata, a porusza się tuż nad ziemią. Za to w pełni latającą maszyną jest Ghots. Tym to sobie można pofruwać, choć jest trochę mało zwrotny i raczej rzadko spotykany.Muszę Wam jeszcze wspomnieć o broni w jaką mnie wyposażono. Podstawowym orężem był pistolet. Miałem także karabin szturmowy oraz strzelbę, karabin snajperski i wyrzutnię rakiet. Mogłem używać też broni Obcych, choć głównie były to spluwy energetyczne. Miały jednak niemiłą tendencję do przegrzewania się, gdy za długo z nich korzystałem, dlatego nie mogłem strzelać ogniem ciągłym, a jedynie krótkimi seriami. Co ciekawsze, bronie te potrafiły kumulować energię przed strzałem. Wtedy waliły skondensowaną kulą o dużej sile rażenia.

W końcu udało mi się zniszczyć Halo, uratować świat i udać się na zasłużony odpoczynek. Ostatnio jednak coś przebąkują, że wkrótce znowu polecę z jakąś misją. Nie dam się, powiem, że rozładowały mi się baterie.



To byłoby na tyle w kwestii relacji Chiefa, a ja ze swej strony dodam jeszcze parę słów.
Przede wszystkim jeśli chodzi o grafikę, to nie widać jakichś rewolucyjnych zmian od czasów wersji konsolowej. Co prawda zwiększono dostępne rozdzielczości oraz liczbę detali, dodano również obsługę pixel shaderów. Jednak już na konsoli grafika była znakomita, więc uznano, że nie ma sensu jej poprawiać. Szczególnie ładnie prezentują się efekty świetlne, takie jak strzały, eksplozje, itp. Nie ma jednak dynamicznych świateł, przez co grafika może się wydawać nieco uboga, zwłaszcza że w dalszej części gry jest dość ciemno, więc dynamiczne światła wyglądałyby dość ciekawie.

Oprawa dźwiękowa stoi na równie wysokim poziomie. Słychać zabawne wrzaski Grunts'ów, okrzyki Elite, świst wiatru w uszach. Dialogi także są znakomicie wykonane z dobrze dobranymi głosami. Ci z Was, którzy posiadają dobry zestaw audio, mogą skorzystać z dźwięku 3D, bowiem gra go obsługuje i końcowy efekt jest całkiem niezły.
Wszystko uzupełnia doskonała, klimatyczna muzyka, której można słuchać godzinami.


Na koniec zostawiłem to, co z pewnością interesuje wielu z Was. Chodzi mianowicie o tryb multiplayer. Tutaj zaszło kilka zmian, choć bardziej w kwestii dostępnego uzbrojenia niż trybów gry. Tych ostatnich mamy ponad 30, więc każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Zmiany, jakie zaszły w kwestii broni, to dwie zupełnie nowe spluwy, których nie posiadała wersja na Xboxa. Są to Fuel Rod Gun oraz Miotacz ognia. O ile pierwsza broń jest dość skuteczna, o tyle druga już mniej. Trzeba utrzymać przeciwnika przez dłuższy czas w płomieniu, by go zabić, co jest dość trudne. Mamy również nieco zmodyfikowaną wersję Warthoga, który zamiast karabinu, posiada wyrzutnię rakiet.
W sumie w trybie multiplayer może uczestniczyć do 16 graczy i mogą oni walczyć ze sobą na kilkunastu przygotowanych mapach, z czego sześć jest zupełnie nowych.
Miałem okazję trochę w niego pograć i muszę przyznać, że zabawa była całkiem przyjemna. Niestety większość trybów bardziej nadaje się do gry zespołowej niż samotnej. Choćby dlatego, że kierując Warhogiem nie mamy możliwości prowadzenia ognia, może to bowiem zrobić dopiero gracz, który zajmie pozycję strzelca, podczas gdy my prowadzimy. Ale gdy złoży się taki duecik, potrafi nieźle namieszać.


Podsumowując, Halo: Combat Evolved była całkiem niezłą grą już na konsoli Xbox. Konwersja pecetowa jest równie dobra, a biorąc pod uwagę kilka usprawnień i dodatków można powiedzieć, że jest jeszcze lepsza. Miejmy tylko nadzieję, że Halo 2 także kiedyś pojawi się na PC.
Na koniec nieco mniej miłych informacji. Otóż Halo wymaga naprawdę silnego komputera i karty graficznej, jeśli chcecie włączyć wszystkie detale na full i bawić się w wyższych rozdzielczościach.

ocena 8.3/10


A tu znajdziecie screeny z Halo 2.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lutego 2005, 19:10 
Offline
_elita
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 8 lipca 2004, 13:27
Posty: 376
Lokalizacja: Opole
w halo 1 gralem na X-Boxie w 4 osoby , zajebiscie sie grało :)

_________________
Obrazek
lejce mi sie pojebaly z tym podpisem i przepraszam wszystkich


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lutego 2005, 20:42 
Offline
Salvatore Leone
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 sierpnia 2004, 11:26
Posty: 306
Lokalizacja: z Halo
4 osoby?? To duży telewizor musieliście mieć :) Szkoda, że nie można mieć czterech telewizorów i jednego xbox'sa, wtedy każdy by grał na innym telewizorze i nie było by nikogo widać, dopaść mógłby cię z każdej strony zaje*ista sprawa :D


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron

GTAReview Skin by: kreem
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL