Po tym jak Jack Thompson stracił możliwość procesowania się z Rockstarem, nie słychać już głośnych spraw sądowych o to, że to GTA spowodowało wypadek samochodowy. Są jednak ludzie, którzy oprócz obrotu ze sprzedaży gier, chcą zarobić w inny sposób.

Zapewne każdy kto grał w stare i dobre San Andreas, pamięta klub ze striptizem PigPen. Znajdował się on na uboczu Los Santos. I to właśnie to zadecydowało o tym, aby właściciel klubu PlayPen w Los Angeles rozpoczął proces z Rockstar Games o podobieństwo wirtualnego budynku do jego włości. Licząc na ogromny i pewny zysk, władca striptizu najadł się tylko wstydu. Sędzia w swoim uzasadnieniu nie pozostawił na nim suchej nitki, chociaż i właściciele R* mogą poczuć się zniesmaczeni.
Zarówno San Andreas jak i PlayPen oferują prymitywny rodzaj rozrywki, ale na tym podobieństwa się kończą. Gra San Andreas i klub PlayPen nie mają ze sobą tyle wspólnego, co np. koń i wóz czy miłość i małżeństwo
No cóż, każda próba wzbogacenia się jest dobra, ale nie każda musi być skuteczna.
Pips :*